30 czerwca, data zakończenia bitwy pod Beresteczkiem, sojuszu brytyjsko-irackiego, śmierci Wsiewołoda Pudowkina, lecz co najważniejsze, przynajmniej dla mnie i rocznika '92, wyniki matur 2011. Ponad miesiąc czekania, zamartwiania się i modlenia o komisję, która pobłażliwie spojrzy na nasze błędy i nie skreśli naszych prac z rozszerzonego polskiego tylko za to, że w nawet nie najgorszej pracy walnęło się takie byki jak "Reduta Orgona" lub "Dziady cz. 1"... ale mniejsza z moją osobista traumą, dzisiaj o 14 oficjalnie ogłoszono wyniki matur i ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, zdałem! I to nawet z całkiem przyzwoitymi wynikami :D
Dobre wieści czekały na mnie już przed wejściem do szkoły, spotykając mordy, z którymi 3 (a nawet 4) lata dzieliłem dobre i złe chwile w tym liceum i dowiadując się że wszyscy z naszej klasy zdali matury. Jeszcze większego banana na mordzie dostałem słysząc że Czarek i Edyta zgarnęli jakieś nagrody za najlepsze wyniki w polskim i angielskim (Gratki! :D). W tym całkiem pogodnym nastroju wbiłem się do sali aby otrzymać świadectwo. I tu czekała na mnie największa niespodzianka, zarówno pozytywna jak i przykra, w postaci wyników. Otóż, wyglądają one tak:
Polski podstawowy - 80% (Całkiem przyzwoity wynik jak dla mnie, osoby która 2 lata była zagrożona z tego przedmiotu, raz nie zdała i która ogólnie nie ma talentu do wyrażania swoich poglądów w formie pisemnej*)
Polski rozszerzony - 73% (To owa największa dobra niespodzianka o której wspomniałem we wstępie. W pracy walnąłem kilka błędów kardynalnych, o których mnie zapewnił nawet znajomy z Łodzi, nauczyciel, który w tym roku był w komisji maturalnej. Zdążyłem się przyzwyczaić już do wizji 0% na świadectwie maturalnym, lecz najwyraźniej dane mi było trafić na totalnie pobłażliwą komisję która zlitowała się nade mną i zaliczyła mi te błędy :D )
Angielski podstawowy - 100% (Tutaj nie było innej opcji, egzamin banalny, w sumie strata czasu :P)
Angielski rozszerzony - 88% (W tym przypadku poczułem lekki zawód, gdyż wiedziałem że parę błędów mam, ale nie spodziewałem się wyniku poniżej 90%, ale nie to mnie najbardziej zmartwiło...)
Matematyka - 54% (Wynik jakiego się spodziewałem. Trudno liczyć na więcej gdy na maturze zapomina się o czymś takim jak wzór na deltę :P)
Wos rozszerzony - 30% (A to, to jest zabawna historia: w lutym zapomniałem wykreślić wos z listy zdawanych przedmiotów i dopiero jakoś w marcu/kwietniu zdałem sobie sprawę że absolutnie nie potrzebuję tego przedmiotu na żadne studia i w dzień egzaminu miałem dylemat czy iść, czy sobie darować i pospać dłużej. Zdecydowałem że jednak pójdę, a nuż to nawet zaliczę i jak widać, udało się :P)
Historia rozszerzona - 48% (I to była najsmutniejsza wiadomość tego dnia. Jedyny przedmiot którego na prawdę się uczyłem przez cały rok szkolny, będący najważniejszy w moim kierunku studiów (Archeologia), poszedł mi najgorzej... Gorycz, cóż mogę więcej powiedzieć, jedyne czego teraz żałuję to nie powtórzenie sobie czasów IIRP, bo na pracy pisemnej musiałem stracić mnóstwo punktów... )
Teraz pozostaje mi kwestia zakończenia rejestracji na Uniwersytecie Warszawskim i mieć nadzieję że na Archeologii będzie przewidywany przeze mnie brak konkurencji, który pozwoli mi się dostać na dzienne studia. Nawet jeśli mi się nie powiedzie, zawsze mam plan B: Zapisać się na Filozofię dzienną i po dostaniu się, przepisać się szybciutko na Archeologię :P Tak więc czas rozpocząć nowy etap w życiu i skupić się na przyszłości, która, o ironio, jest w przeszłości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz